Świadectwo Idącego

                         Po długiej nie obecności spowodowanej wyjazdem, nauką, sprawami rodzinnymi – postanowiłem podzielić się moim dość trudnym i krętym acz, pięknym świadectwem. Zatem zapraszam każdego.

                                Moje życie od początku nie układało się dobrze, moją mamę bił mój ojciec, mnie zostawiał bez opieki w domu, nieraz musiała przyjeżdżać policja, a pewnego dnia po prostu zniknął, uciekł. Potem okazało się, że uciekł do Norwegii i jest mu tam dobrze, a moja mama musiała dawać sobie radę sama, z niesfornym dzieciakiem, pracą, domem. Dała radę, za co jestem jej wdzięczny, że się nigdy nie poddała. Poznała faceta, z którym do dzisiaj jest w szczęśliwym związku małżeńskim (niestety niesakramentalnym). Ja podrosłem poszedłem do szkoły, gdzie wydawało mi się, że mam przyjaciół.

                               Od czwartej klasy szkoły podstawowej do końca byłem bity, gnębiony, wyzywany, opluwany, zabierano mi rzeczy, wyśmiewano. Bałem się przebierać na wf-ie. Nauczyciele nie reagowali mimo zgłoszeń, a to tylko zwiększało piekło jakie mi fundowali moi rówieśnicy. Z czasem krąg ludzi, którzy mnie gnębili nie ograniczał się do kilku osób ale do całej klasy a później do wszystkich równoległych klas. Do dzisiaj pamiętam lekcję religii, na której „koledzy” rzucali we mnie klasowymi kwiatami, a katechetka dosłownie zamiast upomnieć ich karciła mnie. Tutaj zaczęła się moja nienawiść do religii. Przyszedł okres gimnazjum, uwolniłem się od moich prześladowców, ale nie mentalnie. Czułem się cały czas zagrożony, napastowany, że zaraz coś się stanie, obserwowany.

                                       Zapisałem się na sztuki walki, które zaczynały dawać mi poczucie bezpieczeństwa. Pewność, że jestem w stanie się obronić, również przed przeszłością. Niestety w gimnazjum wcale lepszych katechetów nie miałem co skutkowało tym, że dosłownie znienawidziłem krzyż i postanowiłem deklarować się jako satanista. Całe szczęście, skończyło się tylko na deklaracjach. W tych czasach poznałem dziewczynę, nie chcę podawać jej imienia bez jej zgody więc nazwijmy ją Basia. Na początku nie wiedziałem, że Basia jest wierząca. Spodobała mi się i chciałem z nią być, robiłem wszystko, żeby jej się spodobać i spędzić z nią każdą chwilę. Po kilku miesiącach udało się, byliśmy razem a ja dowiedziałem się, że jest wierząca. Akceptowałem to, ale prosiłem, żeby mi nie opowiadała bzdur.

                                        Nasz związek nie trwał długo, bo po kilku miesiącach się rozpadł, a ja byłem totalnie załamany. Co sprawiło, że moja deklaracja satanizmu się po prostu pogłębiła. Jakiś czas później w szkole pokłóciłem się z gościem (w sumie do dzisiaj nie wiem czy Basia go na mnie nasłała czy to był przypadek, że wtedy dobrze się trzymali), pobiliśmy się  do tego stopnia, że nie znając swojej siły i możliwości- prawie go zabiłem. Kiedy poleciał nieprzytomny na podłogę, świat się pode mną zawalił, myślałem, że go zabiłem. Okazało się, że tylko stracił przytomność, potem z Basią miałem długą rozmowę, pogodziliśmy się  I  staliśmy  „przyjaciółmi”, jednak ja chciałem zacząć na nowo. Było to jakoś w ostatniej klasie gimnazjum i pamiętam, że na początku roku wypisałem się z religii i tego roku nie przyjąłem bierzmowania. Dalej będąc satanistą próbowałem znowu zawalczyć o jej względy, ona tym razem chciała, żebym poszedł z nią do kościoła. Należała do wspólnoty Neokatechumenalnej więc chciała zabrać tam i mnie. Powiedziałem, że nie ma opcji to nie dla mnie, ma dać mi spokój z tymi bzdurami, pierdołami itp.. Dała spokój, kilka tygodni później, siedziałem u niej w pokoju i powiedziałem najgorszy tekst, który mogłem wtedy powiedzieć za który dzisiaj dziękuję Bogu, że powiedziałem. Powiedziałem do niej „Dla Ciebie zrobię wszystko”, spojrzała i powiedziała, że skoro tak, to mam z nią pójść na katechezy do Neonów.

                                                 Poszedłem mimo, że bardzo nie chciałem. Usiadłem z Nią w ostatniej ławce i po prostu siedziałem, nawet nie słuchałem. Nagle straciłem czucie w nogach, nie mogłem nimi ruszyć a w tym samym momencie czułem dosłownie jakby coś wlewało mi się przez głowę, coś bardzo chłodnego, przyjemnego i kojącego. Basia spojrzała na mnie i powiedziała „Jeśli chcesz, możesz wyjść. Udowodniłeś mi, że zrobisz dla mnie wszystko. Jest ok.” odpowiedziałem „Chcę wyjść, ale nie mogę ruszać nogami”.

                                              Od tamtego momentu zacząłem pragnąć tego ukojenia, tego spokoju i zacząłem chodzić do kościoła, potem wstąpiłem do wspólnoty i sam zacząłem pragnąć wiary i bliskości z Bogiem. Po kilku latach ja i Basia rozstaliśmy się, ale w dobrej atmosferze i do dzisiaj jesteśmy przyjaciółmi. To tak wyglądało moje nawrócenie, opowiem wam kiedyś jeszcze kilka ciekawych historii, chociażby jak to jest z moją obecną ukochaną. Ale kończąc dzisiaj chciałbym powiedzieć jeszcze, że nie żałuję tej drogi i wybaczyłem wszystkim moim prześladowcom, a co do mojego ojca, spotkaliśmy się jakiś czas temu. Mówi, że żałuję tego wszystkiego i chcę wszystko nadrobić.

                                            Przebaczyłem mu oczywiście i jak najbardziej chcę go poznać i mieć dobry kontakt, ale niestety moim ojcem będzie oczywiście Ojciec w niebie, ale chodzi mi o to, że ten który mnie wychował, ma pierwszeństwo do bycia moim Tatą. 

Jeśli chciałbyś pogadać ze mną, podzielić się swoim świadectwem na stronie, poradzić mi lub innym czy też po prostu chcesz pogadać napisz maila pod adres: 

onkochateraz@gmail.com

 

 

Nawigacja po wpisie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *